Filtry i bany

Wyszukiwarki nie mogą pozwolić na to, aby ich wyniki wyszukiwania były zaśmiecone, próbują także ograniczyć proceder pozycjonowania. Jednym z najbardziej nieprzyjemnych wydarzeń w życiu małego pozycjonera jest ban. Jeśli chodzi o Google, to żeby dostać bana trzeba się mocno napracować, co oznacza, że za uczciwe metody pozycjonowania bana nie dostaniemy. Bana dostaniemy na przykład za cloacking albo doorway-pages i to też po jakimś czasie dopiero. Co innego z Onetem, gdzie czynnik ludzki odgrywa już większą rolę. Od pewnego czasu nie interesuję się już tą wyszukiwarką, ale kiedyś wystarczył donos pod adres mailowy na konkurencję która używała niedozwolonych metod, aby strona wyleciała... Ban jest dożywotni na całą domenę - żadna strona ani podstrona nie pokazują się w wynikach wyszukiwania, żadne linkowanie nie pomoże. Jeśli już to nieszczęście się przytrafiło, albo na przykład okazało się, że nowozakupiona domena jest zbanowana, możemy wystąpić o ponowną weryfikację strony poprzez narzędzie Google SiteMaps.

Bardziej popularnymi karami nakładanymi na strony są filtry. Najczęstszymi powodami ich nakładania jest niepoprawne linkowanie strony - nierównomierne w czasie, lub z takimi samymi słowami w anchorze. Filtr objawia się spadkiem pozycji na wszystkie, lub pozycjonowane frazy. Najlepszym lekarstwem jest cierpliwość i czas - tzn. stronę linkujemy jak dotychczas (ilościowo, ale z różnymi anchorami) i czekamy. Jak długo? Od kilku tygodni do kilku... miesięcy? Lat w krytycznych sytuacjach? Cierpliwość jest najważniejszą cechą pozycjonera.